Pierwszy pomysł zostania au-pair zakiełkował w mojej głowie już w liceum. W 3 klasie mieliśmy spotkanie informacyjne jednej z agencji organizującej wyjazdy au-pair. Jednak chyba idea ta nie dojrzała wtedy jeszcze w pełni i się nie zdecydowałam. W marcu tego roku do naszego samorządu odezwała się przedstawicielka agencji Cultural Care Au Pair z prośbą o pomoc przy organizacji spotkania dla osób zainteresowanych. Na spotkaniu pojawiły się aż dwie osoby, z czego jedną byłam ja, odpowiedzialna ze strony uczelni za organizację. Posłuchałam jak dokładnie program wyglada i stwierdziłam "O, to jest dla mnie!". Dla pewności dwa tygodnie później udałam się do siedziby agencji na spotkanie z jej przedstawicielami z siedziby w USA.
A na spotkaniu...
Na spotkaniu z USA były dwie osoby - jedna: pracownica głównego biura Cultural Care z Bostonu, druga: trener szkoły dla au-pair z Nowego Jorku. Dodatkowo, oczywiście pracownice warszawskiej filii Cultural Care, wiele z nich byłe au-pair :) Konsultanci do końca rozwiali moje wątpliwości dotyczące programu, opowiedziali jakie są etapy zostania au-pair i przeprowadzili ze mną rozmowy czy na au pair się nadaje.
Rozmowy były podzielone na dwie części:
I - tutaj byłam pytana o moje doświadczenie z pracy z dziećmi, jak zachowałabym się w przypadku gdy dziecko mnie nie słucha oraz jakie mam propozycje zabaw dla dzieci;
II - ten etap był przeprowadzany po angielsku, w celu sprawdzenia mojej znajomości tego języka, a treść rozmowy bardzo podobna do etapu pierwszego - propozycje zabaw z dziećmi, co zrobiłabym w danej sytuacji.
Po pozytywnym zdaniu rozmowy pozwolono mi przystąpić do wypełniania aplikacji.
| Wszelkie informacje o nadchodących spotkaniach CC można znaleźć na ich stronie. |
Aplikacja
Chyba jeden z gorszych etapów przygotowania do wyjazdu. Po spotkaniu agencja wysłała mi mejla z adresem, pod którym mogłam zacząć wypełniać swoją aplikację. W aplikacji zawarte jest wszystko - od Twojego zdrowia, przez kontakty z rodziną, doświadczenia z pracy z dziećmi do tego co lubisz robić w wolnym czasie, czy jakie obowiązki domowe wykonujesz. Dodatkowo trzeba napisać list, a'la list motywacyjny dlaczego jesteśmy tacy och i ach, i rodziny powinny nas wybrać oraz nakręcić filmik o nas (mi udało się bez filmiku, ponieważ znalazłam swój Perfect Match przed deadlinem wrzucenia filmiku :)). Musimy pamiętać, że nasza aplikacja to nasza przepustka do USA i to właśnie od tego jak się w niej zaprezentujemy zależy czy dana rodzina nas wybierze, czy nie. Ja, w rozmowie z moją hostką, dowiedziałam się, że spodobało jej się u mnie to, że pisałam szczerze, konkretnie i prosto pisałam gdy czegoś nie lubiłam :)
Referencje
Bardzo ważne przy aplikowaniu są referencje z pracy z dziećmi (w końcu jedziemy pracować jako niania :)). Trzeba dokładnie wpisać, gdzie i ile godzin pracowaliśmy z nieletnimi. Co istotne - do godzin może liczyć się wszystko: od wolotariatu, przez opiekę nad rodzeństwem, do normalnej pracy zarobkowej jako opiekunka. Nie jestem pewna jak to wygląda w innych agencjach, ale w Cultural Care musi część tych godzin zostać poświadczona. W moim przypadku poprosiłam o referencje od brata, którego synem się opiekowałam oraz byłych już pracodawców. Referencje muszą być po angielsku i jeżeli dana osoba nie zna języka to tłumaczenie zostaje nam. Konsultanci z biura z Warszawy po otrzymaniu referencji dzwonią do danych osób i dodatkowo dopytują o nas.
Po wypełnieniu całej dokumentacji pozostaje proces matchowania i szukania rodziny, o czym opowiem w kolejnym tygodniu :)
Na koniec zdjęcie z dzisiaj, czyli grudzień w Teksasie. Dodam, że pogoda jaką ostatnio mamy dosłownie nas rozpieszcza. Codziennie jest jakieś 70 F, czyli ok. 20 stopni C i dużo, dużo słońca. Na piątek nawet prognozy pokazują 28 C, więc chyba znowu będzie okazja do założenia letnich sukienek :).
P.s. Nie ma tu żadnej kryptoreklamy Cultural Care - jest to agencja, z której ja skorzystałam i opisuję tylko swoje doświadczenia :)

mój początek drogi wyglądał bardzo podobnie... Też o AuPair usłyszałam w liceum, ale nie czułam się gotowa. W czerwcu tego roku zobaczyłam na facebooku ogłoszenie o spotkaniu informacyjnym i ponieważ nie miałam nic lepszego do roboty, to poszłam i... w lutym wylatuję do Connecticut :D
OdpowiedzUsuńblog zapowiada się megaciekawie, zapisuję sobie do obserwowania:))
kakankablog.blogspot.com
Opowiedz coś o swojej rodzince! :) Powodzenia! Słyszałam, że w Connecticut mroźne zimy bywają :)
Usuń