środa, 27 stycznia 2016

Za co kocham Texas?

Decydując się na program ani przez chwilę nie myślałam w jakim Stanie chcę się znaleźć. Priorytetem była dla mnie rodzina. Gdy jednak zobaczyłam Teksas pomyślałam "O super! Poznam Strażnika Teksasu!", bo w sumie tylko z tym mi się kojarzył Stan Samotnej Gwiazdy (Lone Star State). Później w ramach zgłębiania tematu dowiedziałam się, że królują tu kowbojskie buty, kapelusze i wszędzie gra country! :D Teraz nie zmieniłabym Teksasu na żaden inny Stan i już piszę dlaczego! :)

Za co kocham Texas?

za pogodę - w Wigilię Bożego Narodzenia tuż przed Pasterką 25 stopni Celsjusza? Nie ma sprawy :) Zimę mamy tutaj naprawdę zróżnicowaną, ale ogólnie królują ciepłe temperatury. Zdarzają się dni poniżej 10C ale to jest tak rzadkie, że naprawdę nie daje się we znaki. Najgorsze są niestety amplitudy - rano potrafi być poniżej 10C a za kilka godzin powyżej 20C co sprawia, że naprawdę nie wiadomo jak się ubierać :) Jeśli chodzi o lato to- gorąco, gorąco i mokro. Klimat jest taki, że w lato jest bardzo duża wilgotność powietrza, co sprawia, że gdy tylko wyjdzie się na zewnątrz jest się mokrym, ale z kolei nie można zapominać o swetrze, bo wszędzie jest klimatyzacja i różnice między pomieszczeniem a temperaturą na dworze potrafią przyprawić o ból gardła :)

Zdjęcie zrobione w drodze na Pasterkę! :)

za kluby country i 2step - miła odskocznia od typowej muzyki klubowej, gdzie większość przytupuje nóżką. Jak wygląda zabawa w takim klubie? W klubach, w których zdarzyło mi się bywać wygląda to tak: 
1. kilka piosenek country, do których ludzie tańczą w parach dookoła parkietu :) Jak to wygląda można obejrzeć o tu: 2 step w Austin
2. tak zwany line dance, gdzie wszyscy wykonują w linii dokładnie te same ruchy :) Z tego co zauważyłam to właśnie line dance przyciągają na parkiet najwięcej osób. Tu można podejrzeć przykład tańca liniowego w klubie :)
3. zwykła muzyka pop - żeby ludzie, którzy nie przepadają za country też mieli się przy czym pobawić ;)
I tak w kółko po kilka minut w każdym etapie :D

P.s. Ludzie naprawdę chodzą tam ubrani w kowbojskie buty i kapelusze ;)

Parkiet w jednym z okolicznych klubów 

za język - każdy stan ma swój własny akcent i slang. Niby różnice są niewielkie, ale będąc w Chicago często miałam problem ze zrozumieniem co ludzie do mnie mówią (mówili bardzo szybko, albo skracali albo nie wiem co jeszcze), nie wiem czy to wina osób których spotkałam czy faktycznie jest tam "gorzej". W Teksasie może na początku miałam jakieś problemy, jednak spokojnie mogę zrozumieć wszystkich :D

za Tequille - przez bliskość Meksyku jest to jeden z najłatwiej dostępnych trunków tutaj :)

chciałabym napisać za Rodeo, ale o tym się przekonam dopiero w marcu :)

za niebo - nie wiem, czy po prostu w Polsce mniej w niebo patrzyłam, czy tu naprawdę jest ono bardziej spektakularne!
Dzisiejszy wschód słońca
 

I jeden z letnich zachodów


za flagę - bo wystarczy obciąć gwiazdę i mamy flagę Polski! ;)



Jest jeszcze wiele, wiele aspektów dlaczego nie zastąpiłabym mojego Stanu na żaden inny, ale to przy kolejnej okazji! 

Natalia

P.s. To już oficjalne - zostaję u "swojej rodziny" na kolejny rok! ;)

środa, 6 stycznia 2016

Chicago, czyli z wizytą w Wietrznym mieście

Co tu dużo mówić. Zakochałam się.

Na początku byłam dosyć sceptycznie nastawiona do Chicago - miasto z największą populacją Polaków w Ameryce, raczej nie wróży nic dobrego. Jednak po kilku dniach w tym mieście całkowicie zmieniłam zdanie. Polaków co prawda udało nam się kilka spotkać - już na lotnisku leciała z nami jedna Polka, później w sklepie, więc trzeba było uważać co się po Polsku mówi. Jednak Chicago swoim urokiem przezwycięża wszystko :) 

A więc od początku.. Dlaczego sylwester w Chicago? Razem z Paulą dostałyśmy zaproszenie od Emilii, która spędzała tam święta ze swoją host rodziną i pozwolili nam się na kilka dni u nich zatrzymać. Planów wcześniej żadnych nie miałyśmy na sylwestra, więc postanowiłyśmy skorzystać :) 

Bilety kupione no to lecimy!
27.12
A chciałoby się tak od razu polecieć. Z powodu pogody jaka wtedy panowała w Teksasie (tornada, śnieg - na szczęście Houston ominęło) część samolotów była odwołana/opóźniona. Nasz "na szczęście" tylko opóźniony. Tylko o jakieś 6 h. Na lotnisku byłyśmy już o 16, lot planowany był o 18.30. Wyruszyliśmy ostatecznie 30 minut po północy. W Chicago wylądowałyśmy o 3 w nocy z niedzieli na poniedziałek. Wspaniały początek wycieczki :D



28.12
Czyli pierwszy dzień zwiedzania Chicago. Wietrzne miasto przywitało nas, spragnione za zimą, śniegiem. Co prawda z deszczem, ale śnieg to śnieg.  Od rana postanowiłyśmy wybrać się na osławioną "Fasolkę" czyli Cloud Gate. Zaletą pogody było to, że nie było tłumów, czego zawsze można się spodziewać w tym miejscu, więc spokojnie mogłyśmy porobić zdjęcia. Jednak z drugiej strony nie mogłyśmy zobaczyć odbicia downtown, czyli tego, co w "Fasolce" najważniejsze :(


Trochę pochodziłyśmy po okolicach Millennium Park, jednak pogoda nas szybko przegoniła - było mokro i zimno, a przyzwyczajone do Teksańskiego ciepła szukałyśmy... ciepła :D

29.12
Od rana nie było już mokro, więc postanowiłyśmy jeszcze raz wybrać się na Cloud Gate. Tego dnia można już było zobaczyć wieżowce, ale i ludzi dookoła :( 







Wieczorem wybrałyśmy się do Chicagowskiego Zoo, które w przeciwieństwie do tego w Houston jest za darmo :) A w Zoo...




30.12
Być w Chicago i nie zobaczyć domu Kevina? No way! Co prawda od nas była to ok. godzinna podróż pociągami i autobusem, ale... :) 


31.12 
Czyli długo wyczekiwany sylwester :D Tego dnia postanowiłyśmy skorzystać  z bezchmurnego nieba i wybrać się na Skydeck, czyli najpopularniejszy punkt widokowy w Chicago :) Dawniej najwyższy budynek na świecie. Nie powiem, robi wielkie wrażenie stanięcie na wysokości 103 piętra na szklanej podłodze mając pod sobą NIC. Widoki dookoła tarasu też robiły wrażenie :) Można było zobaczyć całe Chicago z otaczającym je jeziorem Michigan  (swoją drogą to na prawdę jest jezioro, a nie morze czasem? fale jakie widziałyśmy w poniedziałek sprawiały inne wrażenie) :)




Rada na przyszłość - jak chcecie się wybrać na Skydeck to nastawcie się na czekanie. My w kolejce stałyśmy dwie godziny, przez co na górze nie ma z nami Emilii, która musiała wracać do pracy :/

Po punkcie widokowym postanowiłyśmy się wybrać do polskiej restauracji. Czas nas gonił (w sylwestra zamykali tego typu knajpy o 17), więc wybrałyśmy to, co było najbliżej, czyli Podhalankę. W ostatni dzień roku, tyle tysięcy kilometrów od domu miałyśmy chociaż namiastkę Polski - obsługa restauracji składała się ze starszych osób, w telewizji transmisja Sylwestra z Tvnem, a na stole żurek, kompot i schabowy z mizerią :) 

Czy mogę polecić Podhalankę? Wiadomo, że smakowało inaczej jak u Mamy, ale najgorsze nie było i portfeli nam super mocno nie oskubało :) 

Na wieczór planów żadnych nie miałyśmy, więc została improwizacja i oglądanie petard na mieście :) 

1.01
Czas powrotu do domu. Samolot zaplanowany dopiero na wieczór, więc wspólnie z Paulą wybrałyśmy się jeszcze na spacer po okolicy. A na spacerze takie widoki...

Oczywiście z samolotem nie obyło się bez opóźnień (ah ten Spirit lines) i o 2.30 a.m. 2.01 wylądowałyśmy w Houston.

To, co chciałyśmy zobaczyć - zobaczyłyśmy. Wiemy, że to, co widziałyśmy można było ogarnąć w 1-2 dni, ale my nie narzucałyśmy sobie tempa - w końcu to były nasze wakacje i w głównej mierze chciałyśmy odpocząć od codzienności au pairowskiej :) 
Co o Chicago tak ogólnie?
- urok dużego miasta, prawie jak Nowy Jork, tyle, że dużo mniej ludzi/turystów
- bardzo dobra komunikacja miejska - pociągi/ autobusy, na które nie trzeba długo czekać
- bardzo dużo osób hmm.. z problemami, trzeba raczej bardzo uważać w komunikacji publicznej i na ulicach
- piękne Downtown
- ludzie wiedzą o au pairingu - rzadziej niż w Houston musiałyśmy tłumaczyć kim jesteśmy (a może po prostu na takich ludzi trafiałyśmy :D) 


Wielkie podziękowania dla Emilii, która nas zaprosiła na tydzień w Chicago :) 


Pozdrawiam,
Natalia

P.s. Część zdjęć autorstwa Pauli :)